
czyli słów kilka o tym, czy pszczelarstwo może być etyczne.
O pszczołach napisano już niezliczoną ilość artykułów. Szczególnie w ostatnim czasie, kiedy wreszcie na całym świecie społeczności zaczynają otwarcie mówić o zmianach klimatycznych i wielkim szóstym masowym wymieraniu gatunków, z większą uwagą zaczynamy przyglądać się tym pożytecznym – z naszego ludzkiego punktu widzenia - owadom. W wielkim skrócie - pszczoły dzielą się na hodowlane i dzikie. Jak się domyślasz, zagrożone są te drugie - i to one są odpowiedzialne za przetrwanie ludzkości i właściwie całej bioróżnorodności planety.
Niezależnie od tego, czy lubisz miód, czy go unikasz, temat ginięcia dzikich pszczół miododajnych dotyczy także Ciebie. Jeśli spożywasz herbatę, kawę, soki, lody, zupy, sałatki czy jakiekolwiek roślinne smakołyki - żyjesz na łasce tych malutkich bohaterek. Zapylają one bowiem około 1/3 wszystkich produktów spożywczych i aż 70% roślin, które stanowią 90% naszej podstawowej diety. Trudno przejść obok takiego faktu obojętnie.
Hasło "Save the bees" przewija się dość często w mediach społecznościowych, a cytat – niestety nieprawidłowo wkładany w usta Albertowi Einsteinowi - o wymarciu ludzkości w ciągu 4 lat po tym, jak znikną z powierzchni ziemi pszczoły, czytałam już dziesiątki razy w różnych artykułach o tematyce lifestylowej i ekologicznej. W dużych miastach coraz częściej stawia się ule na dachach budynków i sieje kwietne łąki zamiast trawników. Duże korporacje chwalą się tym, że są przyjazne środowisku i wspierają owady zapylające, a Greenpeace organizuje od kilku lat akcję adopcji pszczół. Już nawet przedszkolaki wiedzą, że pszczoły trzeba chronić. No właśnie, ale czy na pewno trzeba...? A jeśli tak, to jak? Na ile człowiek powinien ingerować w życie tych owadów? Czy pszczelarstwo nastawione na wykorzystywanie produktów pszczelich może być w ogóle etyczne?
W każdej pasiece przemysłowej (i wielokrotnie również w pasiekach amatorskich) pszczelarze wykonują szereg czynności, które mają na celu polepszenie żywotności i siły pszczół. Dlatego też, oprócz np. antybiotyków, raz lub dwa razy w sezonie podają pszczołom leki na warozę, czyli pasożyty pszczół. Waroza to roztocze, które prawdopodobnie przywędrowało do nas z Azji. Osłabia ono owady, powodując u nich liczne choroby wirusowe i grzybicze. Preparaty używane przeciwko pasożytowi nie są jednak neutralne dla naszego zdrowia. Popularny lek zawiera substancję (amitrazę), która - wg najnowszych badań - ma negatywny wpływ na organizm człowieka (i innych stworzeń, np. ryb) i powoduje poważne zatrucia. Co więcej, za sprawą leku wraz z pasożytami giną inne mikroorganizmy – grzyby, bakterie itp., które - pozostając w symbiozie z pszczołami - są korzystne dla ich zdrowia i potrzebne im do normalnego funkcjonowania (podobnie jak np. nasze bakterie jelitowe). Ponadto, waroza z czasem uodparnia się na amitrazę, co prowadzi do nadmiernego rozwoju „super roztoczy” niewrażliwych na leki.
Rozwiązaniem mogą być pasieki ekologiczne czy biodynamiczne, które odchodzą od używania leków chemicznych na rzecz naturalnych rozwiązań, jak kwasy organiczne czy olejki eteryczne. Bez antybiotyków istnieje większe prawdopodobieństwo na przystosowanie mechanizmów obronnych pszczół. W konsekwencji prowadzi to do wzmocnienia całych pszczelich rodzin i minimalizację ilości zachorowań wywołanych przez pasożyty.
Kolejnym częstym i niefortunnym działaniem pszczelarzy jest ingerencja w naturalny proces rozrodczy matek pszczelich. W naturze królowa żyje około 5-6 lat i przez ten czas jako jedyna w rodzinie składa jajeczka. Jeśli matka jest chora lub ilość bądź jakość jajek nie jest dobra, pszczoły kolektywnie decydują się na „stworzenie” nowej matki. Stara jest uśmiercana przez nowo panującą młodą, jeszcze niezapłodnioną, królową. W hodowli jednak pszczelarze nie mogą sobie pozwolić na „zastój w produkcji” i wymieniają matki na nowe po około 2 latach, a często nawet już po roku. Są one sztucznie unasienione w laboratorium – wszystko po to, żeby wzmocnić geny pożądane przez człowieka (np. łagodność, miododajność itp.). Co więcej, czasem matkom ucina się skrzydełka, by nie odleciały daleko od ula w przypadku wyrojenia się pszczół. Wszystko to dzieje się wyłącznie dla wygody pszczelarza i lepszych rezultatów produkcyjnych.
Z drugiej strony, kupno matki może okazać się dużym wybawieniem dla tych rodzin pszczelich, które z różnych przyczyn ją straciły. A raczej – wybawieniem dla pszczelarza, któremu zależy na zachowaniu jak największej ilości pszczół. Trzeba pamiętać o tym, że w związku ze zmianami pogodowymi i z powodu zatruć pszczół pestycydami, zawodowi pszczelarze tracą często całe rodziny pszczele, a co za tym idzie, podstawowe źródło utrzymania.
Pszczoły w naturze żyją w dziuplach starych drzew, w nieużywanych norach zwierząt, starych opuszczonych chałupach. Jednak już od czasów starożytnych ludzie dla swojej wygody budowali dla pszczół ule – z gliny, słomy czy z drewna. Stosunkowo niedawno wprowadzono na rynek ule z innych materiałów, np. styropianu czy poliuretanu. Mają one sporo zalet – są lekkie i dość dobrze izolują pszczoły od zimna. Coraz częściej mówi się jednak o tym, że substancje z takiego ula mogą przenikać do miodu, zwłaszcza po używaniu uli przez kilka sezonów, kiedy są one wystawione są na działanie czynników atmosferycznych. Pszczoły mogą też zgryzać styropian i przerabiać go na materiał używany do budowania woskowych plastrów.
Podobnie sprawa ma się ze sprzętem używanym do obróbki miodu – wszelkiego rodzaju wirówek, sit itp. Na rynku są dostępne przede wszystkim dwa materiały: blacha ocynkowana i stal nierdzewna. Ta pierwsza może reagować z żywnością i nie powinna być stosowana. Jednak wielu pszczelarzy wciąż ma na stanie stary sprzęt, często używany od wielu sezonów. Kupując miód, warto więc spytać pszczelarza, jakiego sprzętu i jakich uli używa.
O tym, jak ważne jest kupowanie żywności wyprodukowanej lokalnie mówi się coraz bardziej powszechnie i wydaje mi się, że jest coraz więcej świadomych konsumentów, często robiących zakupy w kooperatywach spożywczych, lokalnych gospodarstwach rolnych czy małych osiedlowych sklepikach z żywnością ekologiczną. Tak jak w przypadku innych produktów, miód będzie najwyższej “jakości ekologicznej”, jeśli jego ślad węglowy (związany np. z transportem) będzie jak najmniejszy. Ten produkowany na skalę przemysłową jest często sprowadzany spoza UE (głównie z Chin) i mieszany z rodzimymi miodami. Kupując taki produkt, nie mamy pewności, czy przy jego produkcji nie zostały zastosowane np. antybiotyki zakazane w Polsce.
Różne dziedziny medycyny i tradycje ludowe mówią, że najzdrowiej jest spożywać pokarmy, które wyrosły na tym terenie, na którym obecnie żyjemy. Rośliny te bogate są bowiem w składniki, które odpowiadają klimatowi danego obszaru geograficznego. W Polsce mamy niezwykłe bogactwo roślin leczniczych, z których pszczoły zbierają nektar i pyłek. Miód lipowy, gryczany czy wrzosowy mają właściwości lecznicze potwierdzone badaniami laboratoryjnymi. Warto zastanowić się, czy konieczne i uzasadnione jest kupowanie miodów obcego pochodzenia, mimo ich walorów smakowych. Kupując lokalne produkty ekologiczne, wspierasz również polskich rolników w ich działaniach na rzecz środowiska, szczególnie w trudnym momencie globalnych zmian, nie tylko klimatycznych.
Temat pszczelarstwa i wykorzystania pszczół do przetrwania ludzkości jest dość złożony i trudno o jednoznaczną odpowiedź na pytanie o jego etyczność. Mimo tysięcy lat obcowania ludzkości z tymi owadami, nie udało nam się ich udomowić. Pszczoły to w dalszym ciągu dzikie zwierzęta i zapewne takimi pozostaną. Rój, który wyleciał z ula doskonale poradzi sobie sam w lesie. Pszczoły nie potrzebują nas do przeżycia – choć pewnie pszczelarze chcieliby wierzyć, że jest inaczej. To my ich potrzebujemy.
To, co właściwie powinnyśmy dla nich zrobić, to pozwolić im żyć w spokoju. Nie truć, nie przeszkadzać, nie zabierać zbyt dużej ilości miodu. Po prostu - let it bee. Dla mnie pszczelarstwo etyczne to takie, gdzie:
Pamiętaj o tych wytycznych, gdy następnym razem będziesz kupować miód i inne pszczele produkty, jak świece z wosku pszczelego, pyłek pszczeli czy woskowijki do pakowania żywności.
Sprawdzone pszczele produkty, w tym ekologiczne miody, znajdziesz w sklepach na Ethy Maps!
POLECAMY LOKALNE:
Woskowijki
Edukacja & NGO
Julia Krzywicka - amatorka dzikiej przyrody i miłośniczka pszczół. Czasem pisze o nich na profilu Pszczoła działkowiczka. Absolwentka Akademii Głębokiej Ekologii, aktywna członkini Stowarzyszenia Zasiej, które zajmuje się edukacją ekologiczną i ogrodnictwem miejskim. Na co dzień zachwyca się ptakami i owadami i uskutecznia "kąpiele leśne".